Podczas nocnej rozmowy definitywnie zdecydowalismy ze stad jak najszybciej wyjezdzamy. RAno wiec pakowanie, bagaze zostawiamy w recepcji i idziemy zwiedzac.
W National Geographic mowili ze te ruiny sa bardziej imponujace od Ajutaja. My uwazamy inaczej i jestesmy troche rozczarowani. mamy jednak caly dzien bo autobus jest o 23, wiec powoli sobie spacerujemy. Po ruinach wracamy cos zjesc.
Jeszcze tak kiepskich sajgonek nie jedlismy. NIC NAM TU NIE PASUJE!!!
Idziemy na kolejny spacer, kupujemy jakies tutejsze wypieki i owoce (pamelo i ananas). Pod wieczor jedziemy do Nowego miasta bo stamtad mamy autobus. Wskakujemy na pake stopa i po 15min jestesmy na miejscu.
O matko ten dworzec jest w szczerym polu, ale doslownie, nic tu nie ma. Zostawiamy bagaze u kasjerow w budce i tuk tukiem spadamy do miasta.
tam sie szwedamy i wcinamy owoce. A tak apropo, jedliscie kiedys ananasa trzymajac za kisc lisci i gryzac jak jablko - niezla zabawa- Podczas posilku pogryzly mnie czerwone mrowki i to az 3 Alajjjjj a Renatke komary buuuu
Potem kolacja i tuk tukiem na dworzec.
Zagaduje nas tutaj para ktora wlasnie przyjechala. Chwile wymieniamy sie informacjami i odchodzimy, wszystko po angielsku. Potem okazuje sie ze to Polacy smiesznie ze nikt sie nie zorientowal
Mamy jeszcze 3.5h wiec siedzimy na dworcu. Ja pisze wypociny a Renatka zabawia sie zabijajac komary :) Po scianach biega chyba z 1000 malych zoltych jaszczurek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz