Polnoc Tajlandi jest dosc zwyczajna. Znacznie mniej komercyjna i turystyczna ale naszym zdaniem mozna ja pominac. Cala urode tego kraju mozna zobaczyc na poludniu. Sa przepiekne wyspy, plaze, cudowne widoki i gesta dzungla. Znajdzie sie cos dla kazdego. Sa miejsca spokojne i zabawowe, sa tanie i drogie sa komercyjne i nie.
Generalnie Tajowie sa bardzo przyjaznym narodem, chociaz powoli pieniadz zaczyna brac gore i w niektorych miejscach mozna juz odczuc wielka chec zysku. Tak wiec w miejscach znanych jak np. Phuket trzeba miec sie na bacznosci bo kazdy chce wycisnac z ciebie ostatniego grosza. Nie ma w tym jednak nic zlego bo przeciez oni zyja z turystyki. Nie sa jednak jakos bardzo natretni i bedac stanowczym latwo mozna sobie z nimi poradzic. Trzeba jednak pamietac zeby zawsze byc spokojnym, bo u Tajow nerwy sa oznaka slabosci.
Kto ma ochote wyjechac po przygode to jest to chyba najlepszy kraj na poczatek. BEZPIECZNY I PRZYJAZNY. Ludzie sa naprawde mili i pomocni. Czasami ciezko sie dogadac ale i to nadaje calej wyprawie wiecej smaku.
Tego co tam zobaczylismy i co przezylismy nie zapomnimy nigdy. To byla niesamowita przygoda. Zachecamy do takich wyjazdow.
P.s mamy nadzieje ze przyjemnie czytalo wam sie nasze zmagania i przygody. Do uslyszenia. Pozdrawiamy juz z Polski.
poniedziałek, 23 lutego 2009
21/02
Rano idziemy do muzeum narodowego. Musze powiedziec ze to najgorsze muzeum narodowe w jakim bylismy. Sciany brudne, poobdzierane, zaplesniale, brak klimatyzacji a do tego polowa muzeum zamknieta (czesc z powodu remontu, a czesc z powodu 2.5 godzinnej przerwy na lunch:)).
Po muzeum wracamy do pokoju zeby sie spakowac.
Pamietajac jak dlugo czekalismy na autobus z lotniska do miasta, specjalnie wychodzimy wczesniej zeby bez problemu dojechac na lotnisko. Po ok 45minutach czekania tubylcy zaczynaja sie nami interesowac. Podchodzi jedna osoba i pyta na jaki autobus czekamy. Mowimy ze na 556 ale ona nie jest pewna czy tutaj zatrzymuje sie nasz autobus. Zaczyna sie wiec cala dyskusja (po tajsku oczywiscie) czy tutaj na pewno jezdzi nasz bus. W koncu dochodza do wniosku ze jezdzi. Kazdy zaczyna sie interesowac, ludzie nas zagaduja, doradzaja i wszyscy wypatruja naszego autobusu. Po ok 1.5 godzinie przyjezdza. Wyglada to tak jakby wszyscy czekali na ten autobus, bo automatycznie kazdy zaczyna machac zeby sie zatrzymal :) Wsiadamy do autobusu, ludzie sa usmiechnieci, zadowoleni i machaja nam na pozegnanie (chyba i im ulzylo ze w koncu przyjechal :)).
Na lotnisku wszytko sprawnie i bez problemow dolatujemy do domu.
P.s zdjec nie moge uzupelnic bo ten wirus zarazil mi caly komputer (wszystkie pliki exe). Tragedia. Teraz siedze i z nim walcze
Po muzeum wracamy do pokoju zeby sie spakowac.
Pamietajac jak dlugo czekalismy na autobus z lotniska do miasta, specjalnie wychodzimy wczesniej zeby bez problemu dojechac na lotnisko. Po ok 45minutach czekania tubylcy zaczynaja sie nami interesowac. Podchodzi jedna osoba i pyta na jaki autobus czekamy. Mowimy ze na 556 ale ona nie jest pewna czy tutaj zatrzymuje sie nasz autobus. Zaczyna sie wiec cala dyskusja (po tajsku oczywiscie) czy tutaj na pewno jezdzi nasz bus. W koncu dochodza do wniosku ze jezdzi. Kazdy zaczyna sie interesowac, ludzie nas zagaduja, doradzaja i wszyscy wypatruja naszego autobusu. Po ok 1.5 godzinie przyjezdza. Wyglada to tak jakby wszyscy czekali na ten autobus, bo automatycznie kazdy zaczyna machac zeby sie zatrzymal :) Wsiadamy do autobusu, ludzie sa usmiechnieci, zadowoleni i machaja nam na pozegnanie (chyba i im ulzylo ze w koncu przyjechal :)).
Na lotnisku wszytko sprawnie i bez problemow dolatujemy do domu.
P.s zdjec nie moge uzupelnic bo ten wirus zarazil mi caly komputer (wszystkie pliki exe). Tragedia. Teraz siedze i z nim walcze
20/02
Po przyjezdzie szybko znajdujemy pokoj.
Odpoczywamy i idziemy na zakupy. Trzeba kupic jakies upominki. Caly dzien wiec spedzamy w centrach handlowych i roznych bazarach.
Odpoczywamy i idziemy na zakupy. Trzeba kupic jakies upominki. Caly dzien wiec spedzamy w centrach handlowych i roznych bazarach.
czwartek, 19 lutego 2009
19/02
Do polowy dnia na plazy a potem zbieramy sie na nocny przejazd do Bangkoku.
Wszystko jest w porzadku, wsiadamy do lodzi potem do minibusa a potem do autobusu. Jedziemy. Ok 22 jakis gosc (wczesniej jak go widzialem to od razu powiedzialem Renatce ze to jakis dziwak) poszedl do kierowcy i zaczal go opierniczac ze jeszcze leci film dvd a on chce spac i ze ma wylaczyc. W koncu zaczeli sie klocic, kierowca sie zderenwowal, jakies krzyki, zarzucilo autobusem i film sie skonczyl. Jakies 10min pozniej autobus sie zatrzymal ze niby se skrzynia biegow popsula. Nikt nie wie czy sie naprawde popsula czy nie ale 3.5h czekalismy w srodku nocy a kierowca cos naprawial. W koncu naprawil i pojechalismy dalej. Stracony czas nadrobil jadac dosc szybko i dojechalismy na miejsce tylko 45 minut pozniej.
Noc minela nam dosc ciezko
17,18/02
16/02
Z samego rana na autobus i jedziemy do Krabi a z tamtad na piekna plaze ktora widzielismy na jednej z wycieczek. Mozna tam sie dostac tylko lodzia. Ok 13 jestesmy na Railay beach. Cudownie polozona plaza, otoczona skalami i dzungla. Mamy problem z noclegiem bo tu same drogie resorty. W koncu znajdujemy pokoj dosc drogi ale dogadalismy sie ze jutro zwolni sie tanszy i zamienimy. Trzeba uwazac na rzeczy bo tu malpy grasuja.
Do konca dnia odpoczywamy zachwycajac sie tym miejscem.
15/02
Dotarlismy na najbardziej znana i najwieksza plaze Phuket Patong. Wlasciwie to jedno wielkie miasto. Same hotele, bary i knajpy. Ruchliwa droga oddziela miasto od plazy. Plaza jest szeroka, piasek bialy ale generalnie nie zachwyca. Jest tu masa ludzi. Cala plaza pokryta jest lezakami i parasolami, nie ma miejsca na to zeby sie rozlozyc, a jak juz czlowiek znajdzie kawalek, to i tak dlugo nie wytrzyma na sloncu. Tak jak przypuszczalismy to najbardziej komercyjne miejsce jak do tej pory. Bardzo nam sie tu nie podoba.
Srednia wieku na plazy to ok 55 lat. Nie widzielismy zadnej mlodej kobiety opalajacej sie toples, za to panie po 60 proboja sie odmlodzic i co druga paraduje pol nago. Bez kometarza .........
Idziemy szukac jakiejs plazy na uboczu. Znajdujemy, mala, nie zbyt ladna ale lepsze to niz te tlumy. Rozkladamy sie i caly dzien na plazy.
Zaplacilismy juz za 2 noclegi ale rozmyslilismy sie i bedziemy anulowac ten drugi. Jutro chcemy stad wyjechac. Chcemy jeszcze troche odpoczac przed powrotem a tutaj sie nie da. Ci co mowia ze Phuket jest piekny powinni zobaczyc plaze Krabi albo Phangha.
P.s sorry ale nie moge dodac zadnych zdjec. Pisze mi ze mam wirusa w aparacie. I to nie pierwszy raz. Bede musial to sprawdzic po powrocie
sobota, 14 lutego 2009
14/02
Wszystko co dobre szybko sie konczy.
Dzisiaj rano wyjechalismy z naszej wyspy. Jestesmy w Phuket Town. Jutro jedziemy dalej na plaze na phuket.
Droga minela spoko. Oczywiscie chcieli nas wykiwac i wcisnac jakis dorgi przejazd, ale juz troche zorientowani w cenach nie dalismy sie wyrolowac. Przyjechalismy wiec publicznym transportem.
Dzisiaj zadnych zdjec nie ma :->
Dzisiaj rano wyjechalismy z naszej wyspy. Jestesmy w Phuket Town. Jutro jedziemy dalej na plaze na phuket.
Droga minela spoko. Oczywiscie chcieli nas wykiwac i wcisnac jakis dorgi przejazd, ale juz troche zorientowani w cenach nie dalismy sie wyrolowac. Przyjechalismy wiec publicznym transportem.
Dzisiaj zadnych zdjec nie ma :->
13/02
12/02
Dzien relaksu.
Plaza, plaza i jeszcze raz plaza.
Dzisiaj Renatka poszla plywac pierwsza i tez ja meduza uwalila i to w szyje. Wiec chyba nie plywamy. Ale i tak dzien mija nam bardzo przyjemnie. Siedzimy pod palmami, czytamy ksiazki, patrzymy w morze. Luz.
REnatka przyniosla dzisiaj kokosa, takiego swiezego, z drzewa. Dla zabicia nudow i wlasnej satysfakcji nie moglem mu odpuscic. Z 1.5 godziny sie meczylem nad nim, twardy jak diabli. W koncu dostalem sie do pestki a ta jak kamien. Nie dalem za wygrana i w rezultacie popijamy sobie mleko kokosowe i wcinamy kokosa :) ... :)
11/02
Tak jak mowilem noc byla ciezka. Jako ze i tak nie moglismy spac poszlismy na wschod slonca. Potem sniadanie i jak najszybciej zmywamy sie z tego miejsca. Z bagazami wiec wzdluz plazy szukamy czegos lepszego. W koncu znajdujemy bambusowy domek, czysty, ladny w super miejscu. Bierzemy.
Podoba nam sie tu wiec chyba troche tu zabawimy. Po poludniu idziemy na plaze. Ide poplywac ale po 5min wyskakuje z wody. Wszedlem tam gdzie byla masa malych meduz, poparzyly mnie w obydwie rece, czolo i brode... ALLLAAAJJJ!!!!
Chyba juz dzisiaj nie plywam :).
Wieczorem spacer. Tutaj jest taki spokoj. Malo ludzi, szum morza. Bardzo przyjemnie.
10/02
Kolejny dzien nurkowania. Zejscia na 18 i 16m. Dzisiaj juz bez stresu. Mamy kilka cwiczen ale to latwizna.
Pierwsze zejscie jest znowu pieknie. Topografia niesamowita, sa rekiny. Spokojnie leza sobie przy dnie, podplywamy ogladamy z bliska, super. Potem poprostu brak slow. Nie da sie opisac, to zrozumieja ci co nurkowali. Szkoda ze nie mamy aparatu.
Po nurkowaniu lunch i znowu zejscie. Tym razem w innym miejscu. Woda juz bardziej metna a rafy nie tak okazale. Ale fajne doswiadczenie.
Na brzegu dopelniamy formalnosci i odbieramy tymczasowe karty ze jeststesmy nurkami Open Water. Te prawdziwe, stale przyjda poczta.
Wieczorem idziemy do nowego noclegu bo rano zmienilismy. BAambusowa chatka ale dosc kiepska. Kladziemy sie spac, ale po pol godzinie wstajemy wkurzeni jak nie wiem co. W lozku jest tyle mrowek ze nie da sie wysiedziec. PARANOJA!!
Bierzemy dokumenty i idziemy spac na hamaki na plazy. Ciezka noc...
09/02
7 rano pobudka. Idziemy do bazy, bierzemy sprzet i na lodke. Plyniemy na Phi Phi. Tam beda pierwsze 2 nurkowania. Zejdziemy na 15m i 12m. Sa dosc duze fale wiec mamy troche trudnosci z zalozeniem BCD. No ale wszystko gra, schodzimy na dol.
Pierwsze wrazenie przerazajace. Potem juz tylko zachwyt. NIe da sie tego opisac. Tysiace ryb, lawice, zolwie, najrozniejsze ksztalty i kolory raf i ryb. Cos przepieknego. Plywamy z 0.5h i na glebokosci 10m robimy cwiczenie czyszczenia maski. Mnie zrzeraja nerwy bo Renatce to sprawialo najwieksze trudnosci. Przy czym na plytkiej wodzie mogla zawsze sie wynurzyc, tutaj juz niestety nie bardzo. razem z instruktorem patrzymy na Rene. Zdejmuje maske i nagle aparat tlenowy wypada jej z ust. W moich oczach panika, REnatka za to jak stary wyjadacz, babelki z ust, siega po aparat, potem zaklada maske czysci i spokojnie pokazuje OK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jestesmy w szoku. Wszyscy przybijamy piatki i plyniemy dalej. Jest super cudownie. Do tej pory bilem sie z myslami czy dobrze zrobilismy idac na kurs, ale teraz juz nie mam zadnych watpliwosci. Jest super.
Ok 17 dobijamy do brzegu. Kolacja jakas teoria i wyczerpani idziemy spac.
08/02
O 9.00 zaczynamy kurs. Najpierw jakies video z instrukcjami i teoria. Potem idziemy na test plywania. Po tescie zaznajamiamy sie ze sprzetem i idziemy do wody cwiczyc rozne manewry: czyszczenie maski pod woda, dzielenie sie tlenem itd itd. Sporo tego.
Przerwa na lunch i znowu do wody. W sumie 5h w wodzie. Wiekszosc wychodzi nam bardzo dobrze. Instruktor jest zadowolony. REnatka tez juz sie uspokoila. Jutro poplyniemy na Phi Phi. Tam zejdziemy na 10m a pojutrze na 18.
Po kursie jestesmy wykonczeni a tu trzeba jeszcze teorie zalapac. Do kolacji wiec drzemka a potem nauka :)
07/02
Na poczatku krotkie wyjasnienie. Nie pisalismy przez ostatnich kilka dni gdyz na wyspie nie bylo internetu. Teraz wiec nadrabiamy.
Ok 12:00 ma nas odebrac taksowka i zawiezc na prom na wyspe Ko Jun. Do poludnia wiec szwedamy sie po miescie. Odbiera nas jakis gosc, wsiadamy na pake jego pickupa i jedziemy do portu. Okazuje sie ze to nie jest zwyczajny komercyjny port tylko lokalny. Plynie stad zaopatrzenie na nasza wyspe. Molo to kilka desek na drewnianych palach poukladanych tak ze trzeba uwazac zeby ci noga nie wpadla. Cala konstrukcja buja sie z kazdym krokiem. Szybko wiec wsiadamy do lodzi, z nami masa zakupow i kilku tubylcow.
Na miejscu odbiera nas kolejna taksowka. Stary motor podobny do MZ-ty z dobudowanym obok koszykiem. Nie ma tu asfaltu. Droga to ubita czerwona ziemia, wiec w czasie jazdy kurzy sie az trudno oddychac. Mamy wrazenie ze jestesmy w Afryce :) Suche drzewa, czerwona ziemia jakies stepy ....
W koncu dojezdzamy na miejsce. Mamy tu zarezerwowany domek. Bardzo spoko ale dosc drogi. 3 noce wliczone sa w kurs a potem bedziemy czegos szukac. Idziemy do punktu z nurkowaniem. Tutaj dostajemy list od instruktora co mamy wkuc (zielona szkola :)) Instruktor wroci wieczorem bo teraz nurkuje. Zobaczymy sie z nim wiec rano.
Do konca dnia wiec wkuwamy teorie z przerwami na spacery i kolacje.
Tu jest bardzo malo turystow. W ogole prawie nieskomercjalizowana wyspa. Jest kilka bungalolow i domkow ale nie wiele. Wyspa nie jest popularna bo plaze nie sa tak piekne jak np. na phi phi.
Przed spaniem Renatke lapie cykor. Smieje sie ze jest chicken. Jutro pierwszy dzien kursu ...
piątek, 6 lutego 2009
06/02
Dzisiaj bylismy na wycieczce zwanej 4 wyspy. Sa to wyspy lezace niedaleko Krabi. Pomiedzy Phi phi a Ko Lanta. Nie pamietam dokladnej nazwy wysp wiec nie bede nawet probowal.
Wycieczka lodzia polaczona ze snurkowaniem. Bylo siwetnie. Lawice ryb, przepiekna rafa. Snurkujac widzialem dzisiaj kalamarnice, byla ekstra. Na wyspie byl lunch potem znowu snurkowanie.
Wczesniej pisalismy jak piekna i lazurowa woda byla, ale dzisiaj to dopiero byla lazurowa. Piekna, nie da sie opisac, zwlaszcza ze z kazdym dniem widzimy cos piekniejszego. Te wystajace skaly z wody, te palmy, ten piasek, .... brak slow.
Podczas lunchu zostalismy okradzeni. Jakas wredna malpa ukradla nam wode. I to doslownie.......... malpa podeszla, wziela nasza butelke wody, otworzyla sobie i wypila - paskuda. Przewodniczka powiedziala ze potrafia gryzc wiec oddalismy wode bez walki, a niech ma malpiszon :) :) :)
Potem ogladalismy jakas jaskinie, ale kiepskawa byla. Generalnie dzien uplynal bardzo przyjemnie, suuuupppeeeerrr rafy, piekne rybki (niektore nawet gryzly, Renatka to az krzyknela tak ja upierniczyla :)). Widoki nie do opisania.
Wieczorkiem kolacja i uwaga ............ Jutro jedziemy na wyspe na kurs nurkowania!!!!!!!!! 4 dni z egzaminem. Ale bedzie super.
Aha, jakby ktos pytal GDZIE JEST NEMO?? to jest tutaj, dzisiaj go widzielismy :):) jego koleszkow tez hihihihihihihihihih
Zobaczymy co bedzie jutro
czwartek, 5 lutego 2009
05/02
5.20 pobudka. Szybkie sniadanie i taksowka na prom do Surat Thani. Z tamtad minibusem do Krabi.
Po drodze mijamy olbrzymie plantacje kalczuku. Ponacinane pnie drzew a pod nimi przymocowane naczynko. Ciagna sie kilometrami. Z czasem plantacji jest coraz mniej a zaczynaja sie lasy palmowe. Piekne olbrzymie palmy. Ich zielen jest tak soczysta i ciemna ze na tle jasnego nieba wygladaja prawie jak czarne. Rosna tak gesto i bujnie ze w lesie panuje polmrok. Ziemia ze zlocisto zoltej przechodzi w rudo-czerwona. Jak ktos ogladal krwawy diament to wie o czym mowie. Ten czerwony kurz pokrywa wszystko, asfalt robi sie pomaranczowy a zielen troche szarawa.
Cala droga z REnatka gapimy sie przez okno. Wszystkiego jestesmy ciekawi.
W oddali co jakis czas wyrastaja olbrzymie skaly 200 moze 300m wysokie. Pionowo strome sciany a na koronie bujna zielen. Wyglada to niesamowicie.
Krajobraz zmienia sie co chwile. Raz jasne szare drzewa kalczukowe a raz zielone lasy palmowe. Raz plasko a raz gorzyscie. Pieknie.
Po dojechaniu na miejsce oczywiscie male problemy. Gosc zatrzymuje sie na bazie przed miastem i mowi ze jak chcemy do miasta to trzeba doplacic za takse. Oczywiscie mowimy ze w trabe nas nie zrobi i ze mamy bilety do Krabi. Po 20min bierze nas do miasta, free :):)
Potem maly spacer z plecorami zeby znalezc nocleg niedlugo to nam garby wyrosna od tego dzwigania :). Renatka zostaje w koncu z bagazami a ja na miasto szukac pokoju. Znalezlismy, w miare spoko, i internet jest w cenie.
Potem obchod po tutejszych biurach podrozy i kupujemy wycieczke 4 wyspy :) Jutro plyniemy. Potem idziemy do centrum nurkowania i tutaj tez dowiadujemy sie o kursy. Jeszcze nie wiemy czy bedziemy nurkowac bo nie mozemy sie zdecycowac. Zobaczymy.
Wieczorem na nocny bazar, spacer, owoce i spac.
:)
04/02
03/02
Caly dzien nad woda. Po sniadaniu wypozyczylismy sobie kajak. Poplynelismy na druga plaze zobaczyc jakie maja rafy i wrocilismy. Potem przy brzegu przy skalkach przeszlismy zeby tam po snurkowac.
Po lunchu znowu rafy.
Dzisiaj widzielismy niesamowita rybe: duza o dziwacznym ksztalcie w ciapki. superancka. O takich tenczowych nawet nie wspominam :)
Swiat podwodny jest przepiekny, taki spokojny, ulozony. Rafy naprawde sa niesamowite.
Mielismy jutro jechac ale jeszcze zostaniemy tutaj jeden dzien. Pojedziemy pojutrze.
Zachod byl przepiekny. Niebo bylo tak czerwone jakby plonelo. super.
wtorek, 3 lutego 2009
02/02
Wstalismy rano wychodzimy na taras i pierwsze co O jak tu pieknie :):)
Kolejny dzien relaksu. PO sniadaniu na plaze i tak caly dzien. Dzisiaj bylo troche pochmurno wiec raz slonce raz cien.
Troche snurkowalismy, troche gralismy we frizbi bo sobie kupilismy :) Ja malo jaja z nudow nie znioslem a REnatka karmila sie sloncem i plaza.
Wieczorem pytamy o wycieczki do pobliskiego parku narodowego. Nic jednak z tego nie wynika wiec wracamy na plaze na kolacje.
Moze jutro cos pokombinujemy
Aha. NA tym high speed internet nie da sie zalaczyc zdjec. Poprostu ciagle sie wiesza. Wiec nastepnym razem dorzucimy brakujace.
01/02
Pobudka 5.50. Szybkie sniadanie i wychodzimy. Recepcja miala byc otwarta od 6 rano ale nie jest. Renatka wiec idzie i wali do drzwi wlascicielki zeby ja obudzic. Musimy zdac klucze i odebrac depozyt. Babka wielce obrazona zalatwia z nami sprawe bez zadnego slowa. :)
Poznajemy tez jakas dziewczyne ktora wlasnie przyjechala. Wymieniamy sie spostrzezeniami (ona tez jest rozczarowana plaza) po czym jedziemy na prom.
Juz na poczatku podrozy jest fajnie, bo witaja nas delfiny. Wynurzja sie i zanurzaja i strasznie glosno skrzecza.
Potem widzimy fruwajace ryby - ale to smieszne stworzenia. :):)
Na miejscu naganiacz proponuje nam nocleg za dobra cene. Zgadzamy sie wiec i taksowka jedziemy do celu. Tutaj nie ma komunikacji miejskiej wiec taksowkarze powariowali. W Bangkoku za ta cene przejechali bysmy cale miasto a tutaj zaledwie kilka km. No ale nie ma wyjscia.
Okazuje sie ze w tym hotelu co mielismy nocowac nie ma juz miejsc, wiec wkurzeni szukamy na wlasna reke. Po chwili mamy juz swoj nocleg. Maly domek na palach. W srodku tylko sciany i lozko, nie ma cieplej wody. Ale jest tani jak barszcz a co wazniejsze niesamowicie polozony. Musielibyscie tu byc zeby zrozumiec. Domek jest na skale, ok 20m nad woda i to doslownie nad woda. Woda jst tak lazurowa ze to az trudno opisac, poprostu przezroczysta. Wokol kilka skal, a z naszego balkoniku obserwujemy kolorowe rybki ktore sobie plywaja. Plaza jest w zatoczce a my na cyplu wiec cisza, spokoj i szum morza. Jestesmy w raju. Jest tak pieknie ze brak mi slow.
Od razu lecimy na plaze. Piasek bialy jak maka i tak samo drobny. Niesamowity. Woda lazurowa. Zakladamy maski i idziemy snurkowac. jakies 300m od plazy zaczyna sie cudowna rafa. Plywa masa kolorowych rybek, malych i duzych, jedne sa blekitne inne w paski jeszcze inne duze i zakamuflowne. Caly dzien wlasciwie siedzimy w wodzie snurkujac.
Mialem tez smieszna sytuacje. Razem z Renatka weszlismy do wody. Snurkujemy, snurkujemy no ale w koncu kazde poplynelo w swoja strone. Po jakims czasie zobaczylem fajna lawice ryb wiec podplywam do Renatki i macham do niej, szturcham, wyglupiam sie i pokazuje na ta lawice a ona jakas zdziwiona ze ja zaczepiam. Patrze ma pletwy ..... hmmmm. my nie mamy................... OOOOO to nie Renatka. Szybka zabka splywam z miejsca - dobrze ze pod woda czlowiek nie robi sie czerwony :):)
Wieczorem kolacja w resteuracji na plazy. Piasek pod nogami szum morza i grilowana rybka. Cudownie.
Przed snem siedzimy sobie jeszcze na naszym tarasie i sluchamy morza. O tak polozonym domku nawet nie marzylismy.
Juz sie nie mozemy doczekac jutra.
31/01
Dzisiaj byl dzien relaksu. Po sniadaniu pojechalismy na inna plaze. Na najbardziej znana i najwieksza plaze na Ko Samui. Nie wiemy czemu w przewodniku pisza ze te dwie plaze sa podobne. Wcale nie sa. Tutaj piasek jest duzo bielszy i przyjemniejszy a woda o wiele czystrza. Nie da sie nawet porownac. Dziwne bo jest tylko 7km oddalona od naszej, a roznica naprawde ogromna.
Na plazy relaks. Woda w morzu super ciepla. Renatka wygrzewa sie na sloncu a ja drzemie w cieniu. Jest super przyjemnie. Plazowi handlarze nie sa za bardzo natarczywi. Po 2h zamawiamy sobie grillowana kukurydze. Pani chodzi sobie po plazy z kijem na ramieniu, na jednym koncu ma kosz z owocami i kukurydzami a na drugim grilla. Super sprawa.
Po poludniu probujemy kupic bilety na Ko Tao. Chodzimy wiec od biura do biura i szukamy najlepszej oferty. Tutaj jednak na przewozy jest monopol. Sa dwie firmy ktore maja takie same polaczenia, o tych samych godzinach i za te same pieniadze. Kiedy juz sie zdecydowalismy kupic okazalo sie je jednemu przewoznikowi zepsola sie lodz a drugi nie ma juz miejsc. W rezultacie wiec plyniemy na Ko PhNgan.
Kupiujemy jakies tutejsze owoce i robimy z nich salatke. Wieczorem na plaze i relaks.
Odpoczynek po odboczynku - jak my to lubimy :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
