Po dlugim ale dosc wygodnym locie ladujemy w Bangkoku. Lotnisko duze, bardzo nowoczesna architektura. Uderza w nas cieple powietrze. W drodze na pobliski przystenek autobusowy zdajemy sobie sprawe ze nasze bagaze sa o wiele za ciezkie. Trzeba bedzie cos wyrzucic :). W informacji powiedzieli nam ze autobus 556 zabierze nas do centrum. Czekamy 40min i busu nie ma. Ide sie dowiedziec za ile bedzie, uprzejma pani mowi Just sit and wait.!! Wiec siedzimy. Za kolejne 40min znowu ide pytac, tym razem gosc mowi ze za 1min. Kolejne 40min i pyta sie Renatka ale teraz juz szczerze mowia ze nie wiedza. Gdybysmy wiedzieli ze tyle bedziemy czekac pojechalibysmy drozszym transportem ale byli bysmy juz na miejscu. W koncu po 2.5h przyjezdza autobus. Podczas wysiatki poznajemyh pare Hiszpanow. Polecaja nam swoj guesthouse. Idziemy z nimi. Przed recepcja siedza Polacy, zagadujemy i oni tez polecacja, mowia ze juz dugi raz tu nocuja. Bierzemy wiec pokoj, niestety dwojek juz nie ma, na jedna noc bierzemy trojke a potem zamieniamy sie za tych polakow bo juz wyjezdzaja. W pokoju miala byc ciepla woda ale okazuje sie ze to tylko mit. Nie dziala. Szukamy gniazdka tez nie ma!!. Jak sie chce cos naladowac to 10bath - smiejemy sie!!!!
Idziemy jesc. Khao San jest bardzo zatloczone, ciezko sie tam nawet chodzi. Wchodzimy do knajpy i zamawiamy kolacje. Obydwoje bierzemy makaron, w koncu to Tajlandia. Najperw Renatki danie, okazuje sie ze przynosza ryz, wymieniamy, zachwile moje i tez ryz, tym razem jednak kelnerka prosi zeby nie wymieniac bo juz jedno oddalismy. Biore wiec ryz.
Pierwszy posilek taki sobie.
Na ulicy juz widzielismy ze mozna zjesc wszyskto, od makaronu, po sajgonki a nawet robaki i karaluchy!!!! - i wszystko za smieszna cene.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Karaluchy?! O rany. Ja dopiero teraz czytam bo wróciłam z obozu. Ale lada chwila nadrobię zaległości xD
OdpowiedzUsuń