poniedziałek, 23 lutego 2009

21/02

Rano idziemy do muzeum narodowego. Musze powiedziec ze to najgorsze muzeum narodowe w jakim bylismy. Sciany brudne, poobdzierane, zaplesniale, brak klimatyzacji a do tego polowa muzeum zamknieta (czesc z powodu remontu, a czesc z powodu 2.5 godzinnej przerwy na lunch:)).

Po muzeum wracamy do pokoju zeby sie spakowac.

Pamietajac jak dlugo czekalismy na autobus z lotniska do miasta, specjalnie wychodzimy wczesniej zeby bez problemu dojechac na lotnisko. Po ok 45minutach czekania tubylcy zaczynaja sie nami interesowac. Podchodzi jedna osoba i pyta na jaki autobus czekamy. Mowimy ze na 556 ale ona nie jest pewna czy tutaj zatrzymuje sie nasz autobus. Zaczyna sie wiec cala dyskusja (po tajsku oczywiscie) czy tutaj na pewno jezdzi nasz bus. W koncu dochodza do wniosku ze jezdzi. Kazdy zaczyna sie interesowac, ludzie nas zagaduja, doradzaja i wszyscy wypatruja naszego autobusu. Po ok 1.5 godzinie przyjezdza. Wyglada to tak jakby wszyscy czekali na ten autobus, bo automatycznie kazdy zaczyna machac zeby sie zatrzymal :) Wsiadamy do autobusu, ludzie sa usmiechnieci, zadowoleni i machaja nam na pozegnanie (chyba i im ulzylo ze w koncu przyjechal :)).

Na lotnisku wszytko sprawnie i bez problemow dolatujemy do domu.

P.s zdjec nie moge uzupelnic bo ten wirus zarazil mi caly komputer (wszystkie pliki exe). Tragedia. Teraz siedze i z nim walcze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz