5.20 pobudka. Szybkie sniadanie i taksowka na prom do Surat Thani. Z tamtad minibusem do Krabi.
Po drodze mijamy olbrzymie plantacje kalczuku. Ponacinane pnie drzew a pod nimi przymocowane naczynko. Ciagna sie kilometrami. Z czasem plantacji jest coraz mniej a zaczynaja sie lasy palmowe. Piekne olbrzymie palmy. Ich zielen jest tak soczysta i ciemna ze na tle jasnego nieba wygladaja prawie jak czarne. Rosna tak gesto i bujnie ze w lesie panuje polmrok. Ziemia ze zlocisto zoltej przechodzi w rudo-czerwona. Jak ktos ogladal krwawy diament to wie o czym mowie. Ten czerwony kurz pokrywa wszystko, asfalt robi sie pomaranczowy a zielen troche szarawa.
Cala droga z REnatka gapimy sie przez okno. Wszystkiego jestesmy ciekawi.
W oddali co jakis czas wyrastaja olbrzymie skaly 200 moze 300m wysokie. Pionowo strome sciany a na koronie bujna zielen. Wyglada to niesamowicie.
Krajobraz zmienia sie co chwile. Raz jasne szare drzewa kalczukowe a raz zielone lasy palmowe. Raz plasko a raz gorzyscie. Pieknie.
Po dojechaniu na miejsce oczywiscie male problemy. Gosc zatrzymuje sie na bazie przed miastem i mowi ze jak chcemy do miasta to trzeba doplacic za takse. Oczywiscie mowimy ze w trabe nas nie zrobi i ze mamy bilety do Krabi. Po 20min bierze nas do miasta, free :):)
Potem maly spacer z plecorami zeby znalezc nocleg niedlugo to nam garby wyrosna od tego dzwigania :). Renatka zostaje w koncu z bagazami a ja na miasto szukac pokoju. Znalezlismy, w miare spoko, i internet jest w cenie.
Potem obchod po tutejszych biurach podrozy i kupujemy wycieczke 4 wyspy :) Jutro plyniemy. Potem idziemy do centrum nurkowania i tutaj tez dowiadujemy sie o kursy. Jeszcze nie wiemy czy bedziemy nurkowac bo nie mozemy sie zdecycowac. Zobaczymy.
Wieczorem na nocny bazar, spacer, owoce i spac.
:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz