wtorek, 3 lutego 2009

01/02



Pobudka 5.50. Szybkie sniadanie i wychodzimy. Recepcja miala byc otwarta od 6 rano ale nie jest. Renatka wiec idzie i wali do drzwi wlascicielki zeby ja obudzic. Musimy zdac klucze i odebrac depozyt. Babka wielce obrazona zalatwia z nami sprawe bez zadnego slowa. :)
Poznajemy tez jakas dziewczyne ktora wlasnie przyjechala. Wymieniamy sie spostrzezeniami (ona tez jest rozczarowana plaza) po czym jedziemy na prom.

Juz na poczatku podrozy jest fajnie, bo witaja nas delfiny. Wynurzja sie i zanurzaja i strasznie glosno skrzecza.
Potem widzimy fruwajace ryby - ale to smieszne stworzenia. :):)
Na miejscu naganiacz proponuje nam nocleg za dobra cene. Zgadzamy sie wiec i taksowka jedziemy do celu. Tutaj nie ma komunikacji miejskiej wiec taksowkarze powariowali. W Bangkoku za ta cene przejechali bysmy cale miasto a tutaj zaledwie kilka km. No ale nie ma wyjscia.
Okazuje sie ze w tym hotelu co mielismy nocowac nie ma juz miejsc, wiec wkurzeni szukamy na wlasna reke. Po chwili mamy juz swoj nocleg. Maly domek na palach. W srodku tylko sciany i lozko, nie ma cieplej wody. Ale jest tani jak barszcz a co wazniejsze niesamowicie polozony. Musielibyscie tu byc zeby zrozumiec. Domek jest na skale, ok 20m nad woda i to doslownie nad woda. Woda jst tak lazurowa ze to az trudno opisac, poprostu przezroczysta. Wokol kilka skal, a z naszego balkoniku obserwujemy kolorowe rybki ktore sobie plywaja. Plaza jest w zatoczce a my na cyplu wiec cisza, spokoj i szum morza. Jestesmy w raju. Jest tak pieknie ze brak mi slow.

Od razu lecimy na plaze. Piasek bialy jak maka i tak samo drobny. Niesamowity. Woda lazurowa. Zakladamy maski i idziemy snurkowac. jakies 300m od plazy zaczyna sie cudowna rafa. Plywa masa kolorowych rybek, malych i duzych, jedne sa blekitne inne w paski jeszcze inne duze i zakamuflowne. Caly dzien wlasciwie siedzimy w wodzie snurkujac.

Mialem tez smieszna sytuacje. Razem z Renatka weszlismy do wody. Snurkujemy, snurkujemy no ale w koncu kazde poplynelo w swoja strone. Po jakims czasie zobaczylem fajna lawice ryb wiec podplywam do Renatki i macham do niej, szturcham, wyglupiam sie i pokazuje na ta lawice a ona jakas zdziwiona ze ja zaczepiam. Patrze ma pletwy ..... hmmmm. my nie mamy................... OOOOO to nie Renatka. Szybka zabka splywam z miejsca - dobrze ze pod woda czlowiek nie robi sie czerwony :):)

Wieczorem kolacja w resteuracji na plazy. Piasek pod nogami szum morza i grilowana rybka. Cudownie.
Przed snem siedzimy sobie jeszcze na naszym tarasie i sluchamy morza. O tak polozonym domku nawet nie marzylismy.

Juz sie nie mozemy doczekac jutra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz